Symulacja transformatora z wykorzystaniem Ansys

Home » Blog » Elektromagnetyzm » Symulacja transformatora z wykorzystaniem Ansys

Symulacja transformatora z wykorzystaniem Ansys

Każdy projekt transformatora zaczyna się od obliczeń na kartce i wstępnych szkiców technicznych. Zazwyczaj wszystko wygląda świetnie. Wszystkie napięcia, prądy, straty mieszczą się w wymaganych normach, a materiały izolacyjne mają wystarczający margines bezpieczeństwa. Problemy jednak często ujawniają się dopiero podczas testów prototypów: rdzeń nagrzewa się znacznie bardziej niż zakładano, napięcie wyjściowe gwałtownie spada pod obciążeniem, pojawiają się niespodziewane drgania, a izolacja nie zawsze wytrzymuje wymagane napięcia próbne. Konsekwencją tego są nie tylko kosztowne poprawki projektowe, ale przede wszystkim opóźnienia w harmonogramie, które mogą zagrozić całemu projektowi.

Współczesne wymagania rynkowe nie pozostawiają miejsca na takie błędy. Klienci oczekują szybkich wdrożeń, wysokiej niezawodności oraz gwarancji parametrów technicznych. W odpowiedzi na te potrzeby, symulacje elektromagnetyczne, termiczne oraz mechaniczne stały się nieodłącznym elementem pracy zespołów R&D w branży elektronicznej i energoelektronicznej. Dzięki nowoczesnym narzędziom, takim jak środowisko Ansys inżynierowie mogą już na etapie projektu przewidzieć i wyeliminować wiele potencjalnych problemów, unikając kosztownych iteracji projektowych oraz zwiększając pewność uzyskania optymalnych parametrów.

Spis treści

  1. Modelowanie transformatora w PExprt/PEmag
  2. Analiza elektromagnetyczna w Maxwellu
  3. Symulacja termiczna transformatora z Icepak
  4. Model systemowy w Simplorerze
  5. Zastosowania specjalne
  6. Symulacja transformatora – rekomendacje

Pierwszy filtr projektowy to analityka. W Ansysie tę rolę pełnią PExprt i PEmag – bliźniacze moduły, które pozwalają odsiewać nietrafione warianty, zanim uruchomimy pełny solver 3D. Wystarczy wybrać rdzeń z jednej z dziewięciu bibliotek producentów, wskazać przewodnik (litz, folia lub drut okrągły) i wpisać kilka kluczowych liczb, takich jak częstotliwość przełączania, napięcia, limit temperatury. Solver natychmiast iteruje przez setki kombinacji, zmieniając liczbę zwojów, szczelinę i przekrój przewodnika. Po kilku minutach zwraca pełny obraz zachowania wybranego wariantu. Dostajemy jednocześnie bilans strat rozdzielony na rdzeń i każdą warstwę uzwojeń, wartości indukcyjności rozproszenia zarówno w warunkach DC, jak i dla częstotliwości przełączania oraz kompletną macierz RLC do modeli obwodowych. PExprt podaje też wypełnienie okna i stopień wykorzystania miedzi, wskazuje dominujące harmoniczne strat AC, uzyskane za pomocą szybkiej transformaty Fouriera (FFTFast Pourier Transform) oraz prognozuje wzrost temperatury w rdzeniu i najcieplejszym przewodniku. Całość uzupełnia graficzny raport strat, dzięki któremu natychmiast widać, czy bardziej grzeje ferryt, czy miedź (rys. 1).

symulacja transformatora
Rys. 1. Zestawienie całkowitych strat mocy (uzwojenia i rdzeń), parametrów cieplnych oraz wskaźników wypełnienia okna w projekcie transformatora

Kiedy analityka PExprt zawęzi już pole manewru, w kolejny etap wprowadza nas PEmag, czyli interaktywny konfigurator uzwojeń i połączeń. Narzędzie działa w AEDT jak kreator: wskazujemy typ rdzenia (np. E14, PQ20), definiujemy kolejno warstwy miedzi, taśmę izolacyjną, szczeliny oraz kierunki nawijania, a wizualny „Connection Editor” pozwala w kilku kliknięciach zapiąć wszystko w schemat elektryczny (rys. 2). Po zatwierdzeniu PEmag generuje wszystkie potrzebne modele do analiz stanu ustalonego lub w dziedzinie czasu dla każdej z wygenerowanych geometrii (2D lub 3D), wraz z prawidłowym obwodem zewnętrznym. W ciągu kilku minut symulacji uzyskujemy bazowy rozkład strat, macierz RLC i indukcyjność rozproszenia.

symulacja transformatora
Rys. 2. Typowy widok projektu transformatora w oknie PEmag

Po zakończeniu wstępnej analizy zarówno PExprt, jak i PEmag potrafią wygenerować model zredukowany (ROM – Reduced Order Model). Jest to niewielki blok symulacyjny opisujący zależności RLC i straty w funkcji częstotliwości, możliwy do bezpośredniego użycia w w Simplorerze (TwinBuilderze). Jednym kliknięciem przenosimy go do schematu falownika, prostownika i kontrolera PWM (rys. 3). Dzięki temu jeszcze bez pełnego modelu 3D możemy przeprowadzić dynamiczny „system‑check” w celu zobaczenia prądów rozruchowych, przepięć na tranzystorach i ocenić, czy dławik nie wejdzie w nasycenie.

symulacja transformatora
Rys. 3. Przykładowa integracja modelu elementu magnetycznego z układem konwertera w środowisku Simplorer (Twin Builder)

Co ważne, gdy w kolejnym kroku utworzymy dokładny model 3D w Maxwellu, możemy nadpisać blok ROM nową wersją, charakteryzującą się wyższą dokładnością. Układ sterowania nie wymaga żadnych zmian, ponieważ interfejs bloku pozostaje taki sam, co pozwala zachować ciągłość symulacji od wstępnego modelu aż po pełną analizę MES.

Pierwsze, co robi konstruktor po przeniesieniu modelu do Maxwella, to sprawdzenie klasycznych parametrów magnetycznych: rozkładu indukcji w jarzmie, wartości szczytowej indukcji magnetycznej Bmax w rdzeniu, kształtu linii pola oraz przybliżonej wartości strumienia na zworach. Jeśli już na tym etapie pojawią się lokalne ogniska nasycenia, wiadomo, że dalsze liczenie strat czy termiki nie ma sensu. Taka krótka, jakościowa inspekcja (rys. 4) pozwala od ręki wychwycić wiele problemów. Dopiero gdy widzimy, że cała objętość rdzenia pracuje równomiernie i z zapasem względem krzywej magnesowania B-H, przechodzimy do precyzyjnej analizy strat i ostatecznego Bmax.

Rys. 4 Animacja rozkładu indukcji pola magnetycznego w rdzeniu trójfazowego transformatora

Po szybkim przeglądzie mapy indukcji przechodzimy do najprostszej (ale krytycznej) kontroli strat w uzwojeniach. Małe transformatory planarne ferrytowe, pracujące w zakresie 50–500 kHz, możemy przebadać solverem Eddy Current, który pozwala w jednym przebiegu zeskanować kilkanaście częstotliwości i natychmiast wykazać, jak prąd wypychany jest ku powierzchni zewnętrznej (efekt naskórkowości) oraz jak ucieka ku krawędziom przyległych warstw (efekt zbliżeniowy). Typowy planar przy 500 kHz pokazuje, że dwie warstwy leżące najbliżej szczeliny przenoszą dużą część całego prądu transformatora, co z miejsca identyfikuje lokalny hotspot strat miedzi (rys. 5).

symulacja transformatora
Rys. 5. Rozkład gęstości strat miedzi (W/m³). Największe zagęszczenie mocy, czerwone i żółte strefy, występuje w mostkach i połączeniach foliowych; pozostałe partie pracują z porównywalnie niższymi stratami, co potwierdza poprawny balans skin/proximity

Inne problemy dzieją się w dużych transformatorach energetycznych olejowych 50/60 Hz. Tu problemem stają się nie tyle straty AC, co długotrwałe naprężenia elektrostatyczne w izolacji olej‑papier. Analiza creep‑stress w module elektrostatycznym pozwala na wczesnym etapie zweryfikować, czy wewnętrzny gradient pola nie przekroczy krzywej wytrzymałości Weidmanna po 20 latach pracy (rys. 6).

Rys. 6. Charakterystyka naprężeń elektrostatycznych wzdłuż ścieżki pełzania izolatora z katalogową krzywą wytrzymałości Weidmanna; zacieniowany obszar to dopuszczalny limit; przecięcie czerwonej krzywej wskazuje newralgiczny punkt lokalny

W transformatorach olejowych o mocach rzędu kilkudziesięciu MVA istotną część ciepła generują nie rdzeń czy uzwojenia, lecz metalowe elementy konstrukcyjne. Prądy wirowe indukują się jednocześnie w płytach dociskowych (clamps), bandażach oraz w ścianach kadzi, gdzie zamykają się strumienie rozproszenia. Maxwell pozwala wyodrębnić oba komponenty strat i oszacować ich udział w całkowitym bilansie mocy (rys. 7).

symulacja transformatora
Rys. 7. Po lewej gęstość mocy rozproszonej w ścianach kadzi (Tank Loss); Po prawej straty w płytach dociskowych (Clamp Loss). Czerwone obszary wskazują strefy wymagające dodatkowego chłodzenia lub zastosowania materiałów o niższej przewodności elektrycznej

Symulacje pokazują, że Clamp Loss i Tank Loss potrafią łącznie pochłonąć nawet kilka procent mocy znamionowej. Jeśli pominąć je w bilansie cieplnym, projekt grozi przegrzaniem oleju i może wymusić przewymiarowanie układu chłodzenia. Dlatego w praktyce, zwłaszcza przy dużych przekładnikach mocy, analiza tych strat stała się obowiązkowym punktem walidacji projektu elektromagnetycznego.

Wszystkie opisane metryki pozwalają zawczasu wykryć lokalne przegrzania, przeciążenia izolacji i potencjalne punkty rezonansowe zanim przejdziemy do analiz termicznych i mechanicznych.

Po zamknięciu bilansu elektromagnetycznego następny krok to sprawdzenie, jak rozkład strat przełoży się na temperatury w rzeczywistych warunkach chłodzenia. W praktyce odbywa się to w dwóch krokach.

Najpierw Maxwell zapisuje gęstości strat. Następnie skrypt EM‑to‑Icepak tworzy lustrzaną geometrię w module CFD, mapuje straty i ustawia warunki brzegowe: naturalną lub wymuszoną konwekcję oleju/powietrza, promieniowanie i przepływ w szczelinach chłodzących.

Solver termiczny uruchamiamy w trybie dwukierunkowego sprzężenia. Icepak wylicza temperaturę, a Maxwell aktualizuje przewodność miedzi i parametry ferrytu zależnie od danych z Icepaka (rys. 8). Po kilku pętlach obliczeniowych uzyskano stabilny rozkład temperatury (rys. 9).

Rys. 8. Okno ustawień 2-Way Coupling w EM-to-Icepak: liczba iteracji sprzężenia (4) oraz maks. 20 kroków solvera Icepak wykonywanych w każdym cyklu wymiany danych z Maxwellem
Rys. 9. Rozkład wartości temperatury oraz wektory prędkości powietrza wokół nagrzewającego się dławika, obrazujące konwekcję w kanale przepływowym

Nieuwzględnienie wzrostu temperatury prowadzi do zbyt optymistycznych prognoz sprawności i może zaniżyć wymagania co do przekroju przewodnika czy wymiarów radiatora. Dzięki automatycznemu przepływowi danych w AEDT, każdy przebieg EM uwzględnia najnowszą mapę temperatur, a Icepak pracuje na aktualnych gęstościach strat – bez plików pośrednich ani ręcznego skalowania mocy. Możliwe jest uwzględnienie w trybie dynamicznym spadku przewodności elektrycznej miedzi wraz z temperaturą. W przykładowym modelu początkowa wartość przenikalności elektrycznej 5,8×10⁷ S/m przy 22°C maleje do 4,0×10⁷ S/m przy 110°C, co wprost przekłada się na wzrost strat I²R w uzwojeniach (rys. 10). Po pierwszej aktualizacji właściwości materiałowych straty w uzwojeniu pierwotnym i wtórnym transformatora wzrosły o około 40% w stosunku do zimnego stanu.

Rys. 10. Po lewej całkowite straty w uzwojeniach przy przewodności miedzi 5,8×10⁷ S/m; po prawej te same warunki po uwzględnieniu temperaturowego spadku przenikalności; straty rosną z ok. 6,7 W do ok. 10,5 W na uzwojeniu wtórnym

Tak sprzężone podejście pozwala więc nie tylko ocenić rozkład temperatury, lecz także natychmiast sprawdzić, jak pogorszone parametry elektryczne wpływają na bilans mocy i konieczność korekty projektu.

Po zamknięciu bilansu elektromagnetycznego i termicznego, kolejnym krokiem jest przetestowanie transformatora w realnym łańcuchu zasilania. Ansys Simplorer (Twin Builder) umożliwia zastąpienie standardowego symbolu transformatora blokiem Reduced Order Model (ROM) wygenerowanym z PEmag lub PExprt, bądź z Maxwella.

ROM z PEmag powstaje w kilka minut – składa się z kompaktowej macierzy RLC wyliczonej analitycznie dla całego uzwojenia oraz jednego parametru strat AC, który uwzględnia zarówno efekt naskórkowości, jak i straty rdzenia. Dzięki temu model ma znikomą „wagę” obliczeniową i pozwala iterować liczbę zwojów, układ warstw czy przełożenie praktycznie w czasie rzeczywistym, co znacząco przyspiesza dobór topologii sterownika i wstępną optymalizację (rys. 11).

symulacja transformatora
Rys. 11. Schemat forward‑convertera w Simplorerze z wstawionym blokiem 3D PEmag ROM; powyżej przedstawiono tor mocy, poniżej przedstawiono przebiegi napięcia wyjściowego, prądów oraz mocy zarejestrowanej w trakcie rozruchu

Model ROM z Maxwella 3D tworzony jest oddzielnie w dwóch solverach: elektrostatycznym, który generuje macierz C odpowiadającą pojemnościom pasożytniczym oraz magnetycznym (Eddy Current), który wyznacza częstotliwościowo-zależne macierze R i L. Takie podejście pozwala uwzględnić wpływ pojemności międzysieciowych, aby dokładnie odwzorować szpilki napięciowe VDS na tranzystorze MOSFET. W Simplorerze oba modele łączone są równolegle (rys. 12), co umożliwia wierniejsze odtworzenie przepięć i oscylacji występujących przy stromych zboczach napięcia.

Rys. 12. Graficzny model forward-converter w Simplorerze, w którym transformator zastąpiono dwoma blokami ROM z Maxwella 3D: pierwszy przenosi macierz pojemności (Cap), drugi macierze R,L zależne od częstotliwości. W dolnym rzędzie widać charakterystyczne przebiegi: napięcie klucza MOSFET, narastanie napięcia wyjściowego oraz prądy i moc w ustalonym stanie pracy

Jeżeli potrzebujemy jeszcze większej dokładności, Simplorer potrafi uruchomić symulację sprzężoną w czasie rzeczywistym z Maxwell Transient. Wtedy transformator nie jest już ROM‑em, lecz pełnym modelem MES, który w każdym kroku czasowym zwraca indukcje i straty do schematu obwodowego, kosztem dodatkowych zasobów obliczeniowych (sekundy → minuty/godziny na przebieg). Finalnie jednak otrzymujemy kompletne przebiegi nasycenia, zjawiska histerezy i dodatkowe harmoniczne EMC.

W środowisku Simplorera zarówno uproszczone modele ROM, jak i pełne modele FEA transformatorów występują pod postacią tego samego bloku funkcyjnego – z identycznym zestawem wyprowadzeń i interfejsem. Dzięki temu użytkownik może błyskawicznie przełączać poziom szczegółowości symulacji jednym kliknięciem, bez konieczności modyfikowania całego schematu. Takie podejście pozwala elastycznie balansować między szybkością a dokładnością obliczeń. Na przykład, do szybkiej oceny przepięć, wartości prądu w impulsie czy ryzyka nasycenia rdzenia jeszcze przed rozpoczęciem fizycznej realizacji prototypu.

Projekt transformatora nie kończy się na rdzeniu i uzwojeniach. W praktyce często pojawia się potrzeba ujęcia dodatkowych komponentów, takich jak przepusty wysokiego napięcia, złącza mocy, ekranowanie elementów konstrukcyjnych czy połączenia do płytki PCB. Właśnie w takich przypadkach warto sięgnąć po pełny potencjał solverów dostępnych w środowisku Ansys.

Przykładowo, w Maxwellu Electrostatic można zbudować model, a następnie wyznaczyć rozkład pola elektrycznego w przepustach (rys. 13), złączach wysokoprądowych lub pomiędzy ekranem a uzwojeniem. Pozwala to określić czy gdzieś lokalnie nie dochodzi do przekroczenia krytycznego natężenia pola, które groziłoby przeskokiem lub jonizacją medium izolacyjnego.

Rys. 13. Rozkład natężenia pola elektrycznego obliczony w Maxwell Electrostatic w celu wyznaczenia wytrzymałości dielektrycznej przepustu wysokiego napięcia


Z kolei w sytuacjach, gdy analizujemy elementy mechanicznie dołączone do układu magnetycznego, np. szyny, ekrany czy podstawki PCB , można uwzględnić również wpływ strat prądów wirowych, pola rozproszenia, czy naprężeń termicznych. W połączeniu z Icepakiem i Mechanicalem można nawet określić lokalne przegrzania, przemieszczenia i potencjalne ryzyko rezonansów lub awarii styków.

Tego typu modelowanie pobocznych komponentów nie zawsze jest konieczne w każdej aplikacji, ale w projektach wysokiego napięcia, dużych gęstości prądowych, ograniczonej przestrzeni montażowej lub precyzyjnych wymagań EMC potrafi mieć kluczowe znaczenie. Dodatkowe przewody, złącza, elementy ekranujące czy nawet sposób wyprowadzenia uzwojeń wpływają bezpośrednio na rozkład pola, sprzężenia pasożytnicze i rozpraszanie ciepła. Pominięcie tych elementów na etapie projektu może skutkować tym, że transformator spełni założenia w symulacji „rdzenia z cewką”, ale zawiedzie w warunkach rzeczywistego montażu.

Cyfrowe projektowanie transformatora nie kończy się dziś na obliczeniu maksymalnej indukcji magnetycznej i przekroju uzwojenia. Ansys pozwala objąć jednym, spójnym środowiskiem cały proces. Począwszy od wyboru rdzenia i konfiguracji uzwojeń, przez dokładną analizę strat, sprzężenie z chłodzeniem i deformacjami termomechanicznymi, aż po dynamiczną symulację zasilacza w czasie rzeczywistym. Każda z tych symulacji może być przeprowadzona niezależnie lub na poziomie całego układu.

Dzięki temu projektant nie tylko liczy, ale rozumie, skąd biorą się problemy z przegrzaniem, dlaczego przepięcie wystąpiło akurat w tym tranzystorze i czemu mostek foliowy nie oddaje ciepła tak, jak założono. To wszystko można dziś zasymulować, zanim ktokolwiek zamówi próbki i zanim powstanie prototyp. Ansys nie jest narzędziem do „liczenia cewek”, lecz platformą, która pozwala świadomie projektować transformatory w świecie, gdzie marginesy błędu zniknęły. W kolejnym kroku te same modele mogą być użyte do predykcji stanu transformatora w serwisie, na podstawie danych z czujników.

Jeśli projektujesz transformatory, dławiki lub konwertery impulsowe i czujesz, że Twój proces projektowy zasługuje na więcej niż wzory z Excela i intuicję, zrób kolejny krok. Odezwij się do nas – pokażemy Ci, jak wykorzystać środowisko Ansys w Twoim konkretnym przypadku.

Autor: Piotr Sadowski, MESco

Obserwuj nas w mediach społecznościowych i bądź na bieżąco

LinkedIn
Facebook
YouTube